Tuż po połowie grudnia, tuż po ukończeniu The Last Guardian wróciłem do Division

Tuż po połowie grudnia, tuż po ukończeniu The Last Guardian wróciłem do Division. Zakończyłem przygodę w kwietniu zeszłego roku z przeciętną postacią, poważnym zmęczeniem materiału i 120 godzinami na liczniku. Ostatnie tygodnie doprowadziły do podwojenia tego wyniku.

Wielki powrót do Tom Clancy's The Division rozpoczął się od przejścia fabuły nową postacią. Teraz jestem już na etapie cyzelowania finałowego bohatera. Godzinami przebieram miętowe elementy zestawu i rekalibruję bronie. Przechodzenie setny raz misji "Centrum konferencyjne Lexington" na ambitnym poziomie trudności nie spowodowało u mnie jeszcze gąbczastego zwyrodnienia mózgu, raczej doprowadziło do opracowania metody typu "majstersztyk" na najskuteczniejsze przejście tego etapu. Z przypadkowymi graczami zajmuje to nie więcej niż 10 minut. Ale nie o tym chciałem.

Rozegrałem w końcu partyjkę Survivalu. To drugi z trzech dodatków wydanych w ramach przepustki sezonowej. Pierwszy z nich, zwany Podziemia, wprowadził losowo generowane korytarze urozmaicone różnymi przeszkadzajkami nieznanymi z wątku głównego Division. Można zagrać, jest to miła odmiana.

Survival za to stanowi samodzielną grę w grze. Zasady rozgrywki zmieniają się o nieco ponad trzy radiany. Mamy permadeath, pustkę w plecaku, konieczność ogrzewania się, picia, jedzenia, ustawicznego leczenia zakażonego organizmu. Do tego zaczynamy ze zwykłym pistoletem, bez czapki i szalika oraz minimapy na której do tej pory wyświetlały się ostrzeżenia gdzie stacjonują najbliżsi wilcy. Opowiem wam jak wyglądały moje dotychczasowe rozgrywki.

Podejście pierwsze.
Trwało całe 10 minut gdyż na spokojnie czytałem poradniki, przeglądałem jakie możliwości rzemieślnicze oferuje warsztat, wyjątkowo asekuracyjnie rozglądałem się po okolicy. Niestety pierwsza konfrontacja z fioletowymi NPC skończyła się marnie. W grze na dzień dobry nie mamy żadnych ułatwiaczy typu punkt reanimacyjny, impuls wykrywający wrogów czy automatyczne wieżyczki. Można je stworzyć, ale do tego potrzeba zasobów.

Podejście drugie.
Już wiedziałem co i jak, więc zginąłem w 2 minuty. Byłem tak zaskoczony, że tuż obok miejsca spawnu pojawili się złoci - elitarni wrogowie, że nawet nie wydusiłem z siebie żałosnego "kukuryku".

Podejście trzecie.
Całe 59 minut i dobrze, że tylko tyle bo jakby to miało trwać dłużej to skończyłbym na OIOM-ie. Tętno dwięscie, dudnienie w uszach, czerwona poświata na siatkówce. Trzeba oduczyć się wszystkiego do czego przyzwyczaiły setki godzin z Division. Każdy jeden drobiazg ma znaczenie, nie wolno czekać z przebieraniem się w lepsze rzeczy, te gorsze natychmiast trzeba przetwarzać na coś innego, bardziej potrzebnego. Lekki oddech można złapać dopiero po zbudowaniu zdolności Impulsu i kiedy uda się wydziergać cieplejsze ubranie. Ciągłe szukanie palących się beczek lub otwartych domostw to jedyne o czym można myśleć podczas biegania w śnieżycy.
Właśnie, śnieżycy. Minimalna widoczność spowodowana warunkami pogodowymi, czasami tylko przejaśniająca się na chwilę czy dwie jest mieczem obusiecznym. Ukrywa niebezpieczeństwa ale równie często pozwala nam pozostać niewidzialnym. Podczas godzinnej przebieżki dotarłem pod bramy Strefy Mroku orientując się jedynie na podstawie doskonale znanych mi miejsc na mapie gry oraz pojawiającego się incydentalnie kompasu, który wskazuje północ. Potem dopiero dowiedziałem się, że w grze można w ograniczony sposób korzystać z mapy, zaznaczone są na niej najbliższe warsztaty, a to doprawdy wiele ułatwia. Pierwszy poważny kontakt z Survivalem w Division odbyłem więc w najbardziej hardcorowym wariancie. Chcę więcej!.

2017-01-27 08:54:29

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2015-02-17

Przygoda z Dying Light dobiega końca. Niestety gra nie pozwoliła mi się scalakować

2015-11-02

Do retro gamingu mam dość chłodny stosunek. Fajnie czasami powspominać, połączyć się z drugą osobą we wspólnych doświadczeniach

2015-05-27

W końcu! Spotkałem w Novigradzie kowala potrafiącego obstalować miecz godny wiedźmina