Mój stosunek do japońskiej kultury gier video jest dosyć chłodny

Mój stosunek do japońskiej kultury gier video jest dosyć chłodny. Trudno mi wymienić ograne tytuły, poza cacuszkami od Uedy, wyścigami od PD oraz ostatnią grą Kojimy. Nie interesowałem się, nie rozumiałem, nie zagrywałem się. Nigdy.

Jednak gdy tylko zobaczyłem pierwszy gameplay Final Fantasy XV uznałem, że najwyższy czas by rozpoznać nową materię. Prezentowało się to wspaniale, gigantyczni wrogowie, egzotyczny dla mnie system walki, wspaniały otwarty świat.

Od dwóch tygodni gram w najnowszą część FF. Pierwsza godzina mnie zniechęciła. Nie pasowało mi w tej grze wszystko. Idiotyczny koncept samochodu, obrzydliwy UI, bardzo prymitywne, wręcz wulgarne rozwiązania w kreacji świata i jego korytarzykowatości. Walka to był czysty chaos, do tego za bardzo nie wiadomo co trzeba zbierać, co sprzedawać, co chomikować. No i te postaci. Nigdy nie byłem fanem glam rocka.

Pierwsze symptomy mojego afektu wobec Final Fantasy pojawiły się wraz z odkrywaniem wątku fabularnego. Nie jest zbyt odkrywczy, ale pozwolił mi rozpoznać i oswoić się ze światem przedstawionym. Na pierwszy rzut oka wygląda jak kolaż losowo dobranych elementów. Mamy króla co to mieszka w dzielnicy drapaczy chmur współczesnego miasta ale nosi się jak średniowieczny monarcha. Jego syn, wraz z paczką kumpli, rozbija się po świecie luksusową limuzyną. Zamiast zajmować się ratowaniem królestwa woli dostarczać spożywcze przesyłki pomiędzy lokalnymi sklepikarzami, łowić ryby, biwakować, łapać czerwone żaby i podróżować na Wielkim Ptaku. Koronny przykład dysonansu ludonarracyjnego.

W świecie przypominającym nieco malarstwo Simon Stålenhaga, czyli "retrofuturystycznej teraźniejszości z dinozaurami", spotkamy absolutnie stereotypową mangową blondynkę, która mówi z teksańskim akcentem, sprzedawcy hamburgerów w przydrożnych zajazdach dają nam zlecenia na triceratopsy, po niebie przelatują prostopadłościenne transportery z wojskiem oraz gigantyczne włochate ptakowężę. Początkowe wrażenie, że deweloperzy określając warunki brzegowe swojego uniwersum skorzystali metody wielokrotnego rzutu kostką, powoli się zaciera. Wszak jest to kraina ostatecznej fantazji.

Najbardziej mnie dziwi, że nie mogę się od tej gry oderwać. Stay tuned.

2017-04-15 09:26:00

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2014-10-09

Od kilku dni pracuję nad paranaukowym projektem, który skupia się na analizie statystycznej danych prezentowanych w serwisie Metacritic

2015-09-28

Wczoraj zakończył się piąty Ars Independent. Czarnym koniem gier video został Plug&Play (www

2016-02-02

Myślałem, że jestem fanem ubigames. Lubiłem przechadzki po pieczołowicie odwzorowanych światach