Jest w Zeldzie taka scena

Jest w Zeldzie taka scena. Wyjątkowo piękna jest to scena. Opowiem wam o niej.

Budzisz się w hotelo-stadninie, która powinna być gospodą, ale Zelda robi co może aby odciąć się od proweniencji pseudo średniowiecznego fantasy. Karczma w tej grze wygląda jak namiot cyrkowy wystylizowany na festiwal Burning Man 2019. Nie kupisz w niej alkoholu, można za to posłuchać plotek, nałapać pobocznych misji i wypocząć.

Świta. Podnosisz się więc ze swojego luksusowego łóżka za 40 rupii, wychodzisz z przybytku i kierujesz się na pobliskie wzgórza. Brniesz przez falująca na delikatnym wietrze połać trawy, która skąpana w porannym słońcu przywodzi ci na myśl stepy Akermanu. Link nurza się w zieloność, niczym łódka brodzi pośród fali łąk szumiących, pośród kwiatów powodzi. Na szczycie pagórka rośnie zagajnik, już na pierwszy rzut oka wygląda na zasadzony ludzką ręką. Stając w cieniu jakim obdarza przechodnia ten święty lasek mogę przeanalizować perymetr. Z łatwością dostrzegam stado koni na wschodnim stoku.

Stadnina, w której nocowałem nie sprzedaje koni. Można tam nabyć rymarskie akcesoria, można wynająć nocleg dla swojego (nieparzysto)kopytnego towarzysza, jednak nie można go nabyć. Konia należy własnoręcznie złapać i oswoić.

Schodząc w dół wzgórza rozpocząłem podchody. Powolne skradanie się by zajść konika od tyłu, ukradkiem wskoczyć na niego i utrzymać się na grzbiecie. W teorii to wszystko brzmi banalnie. Ileż to mustangów okiełznałem na równinach Cholla Springs? Trudno zliczyć. Zelda jednak kopnęła mnie w dupę ubłoconym kopytem. Podejście do konia w standardowych ciuchach, bez eliksirów wyciszających, jest dość trudne. Ostatnie centymetry trzeba wykonać w trybie skradającego się skradania. Mogą cię zauważyć inni członkowie stada, spłoszą wtedy całą grupę. Kiedy już wskoczysz na koński grzbiet rozpoczyna się galop. Gra wtedy wymaga od nas utrzymania się w siodle. Nie udało mi się mimo kilkunastu prób. Naciskałem wskazany przyciski szybko, wolno, rytmicznie, arytmicznie, trzymałem, machałem gałkami. Starałem się jak umiałem. Udało się dopiero z innym konikiem, wskoczyłem na niego i od razu udało się utrzymać na jego wierzchu. Tamten pierwszy musiał być jakimś lepszym/trudniejszym wariantem.

Za mną skradanie i wskakiwanie, ale przede mną cześć właściwa czyli ujeżdżanie. Z nowym koniem musimy nawiązać wieź. Buduje się ją przez wydawanie komend i nagradzania głaskaniem. Konika trzeba nauczyć skręcać, przyspieszać, zatrzymywać się. Musimy zbudować zaufanie, jeśli wprowadzimy do w chaszcze to się zirytuje i trzeba go przeprosić, udobruchać. Jest to dość długi proces i sam w sobie wydaje się bardzo naturalny.

Myślałem, że jak już zdobędę upragnionego konika to wybiorę się w stronę zachodzącego słońca w tempie żwawszym niż zwykle. Nic z tego, po oswojeniu Pana Kleksa wróciłem na to krymskie wzgórze i po kilkunastu minutach stałem się posiadaczem Karafki. The Legend of Zelda: Breath of the Wild to wybitna gra dla koniarzy.

2018-01-31 09:32:04

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2016-03-18

Gram w The Division zaledwie od tygodnia, a już czuję zbliżający się nieuchronnie horyzont końca

2017-03-15

Od premiery Horizon Zero Dawn, czyli przez całe 16 dni, siedziałem niczym mysz pod miotłą

2016-03-21

W Nowym Jorku coraz spokojniej. Podobno widziano ludzi kierujących się z powrotem do miasta