[Opisane zdarzenia miały miejsce dwadzieścia lat plus sześć dni temu

[Opisane zdarzenia miały miejsce dwadzieścia lat plus sześć dni temu.] Początkiem lat 90-tych Studio Bethesda Softworks zbijało tanią popularność na grach pokroju hokejowych symulatorów firmowanych nazwiskiem W. Gretzky'ego czy też "junk games" na filmowych licencjach (Home Alone, Terminator). W dniu 4 kwietnia 1994 roku do sprzedaży trafiła The Elder Scrolls: Arena - cRPG z przestronnym, otwartym i dość spójnym światem. W tym samym okresie na rynku pojawił się Doom II, System Shock, Warcraft czy Need for Speed - klasyki nad klasykami, każdy je zna. Nawet nie próbowałem w tamtych czasach grać w erpegi. Szczątkowy angielski odbierał jakąkolwiek przyjemność rozgrywki, poza tym gustowałem raczej w strategiach. Moim growym idolem mógłby wtedy być Kazimierz Kaczor. Serio.

O Arenie dzisiaj mało kto by pamiętał, gdyby nie fakt, że stała się początkiem jednej z najwybitniejszych serii w historii gier video. Kolejne części ugruntowały w wyobraźni fanów zróżnicowany i tajemniczy świat Tamriel. Choć tak naprawdę dłużej miałem okazję grać jedynie w TES: Skyrim to świat ten wydaje mi się nie mniej wiarygodny niż Śródziemie Tolkiena czy uniwersum Sapkowskiego. Nieczęsto zdarza mi się czytać mitologię gry z zaciekawieniem jakbym zapoznawał się z przełomowymi odkryciami z obszaru antropogenezy. Co najmniej!

Pełną (choć obciętą, bo dyskietkową) wersję TES: Arena można
pobrać z oficjalnej strony serii: [link] Oczywiście, że gram w Skyrim. Wczoraj wbiłem 25 level kolejnego maga z mojej stajni. Tym razem stawiam na Enchanting i Imperium. Przejdę go jeszcze ze dwa razy i może przyjdzie czas na ESO?

2014-04-10 07:56:06

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2018-05-31

Nic nie pisałem, a było o czym. Za mną piękne dwa (może trzy?) tygodnie przy Factorio

2017-03-15

Od premiery Horizon Zero Dawn, czyli przez całe 16 dni, siedziałem niczym mysz pod miotłą

2015-07-31

A gdyby tak rzucić wszystko i pojechać w Bieszczady? Zdjąć zbroję, kuszę rzucić w kąt, pojeździć na Płotce, nawet na dzikim mustangu - okiełznanym za pomocą Aksji, dosiadanym na oklep