Dragon Age: Inquisition to gra wspaniała

Dragon Age: Inquisition to gra wspaniała. Wybitna. Wciągająca. To gra, o której myśli się przy śniadaniu, obiedzie i kolacji. Jej jedyną poważną wadą jest pierwsze 3-5 godzin, kiedy to odgrywana jest przed nami sztampowa historyjka o śmierci możnych, wielkim kryzysie i pochodzącym znikąd wybrańcu, który może to wszystko ogarnąć. Do tego widok zza pleców i dynamiczna, zręcznościowa walka. W ogóle nie miałem ochoty grać jeszcze raz w Diablo. No ale się zmusiłem, a łatwo nie było, bo to mój pierwszy kontakt z uniwersum Dragon Age.

Przełom następuje gdzieś w połowie rekonesansu na Zaziemiu, czyli pierwszej dużej lokacji, w której sami sobie organizujemy system wartości i kolejność zadań. Okazuje się, że mapa (choć sam świat składa się z kilku niezależnych instancji) zaprojektowana jest raczej sandboksowo, a nie korytarzykowo. Mamy naprawdę dużo subquestów, ich jakość jest bez zarzutu, postaci mają charakter, a liczba znajdziek naprawdę onieśmiela.

Trochę przeszkadza mi konieczność zarządzania ekwipunkiem każdego z 9 członków szerokiej drużyny (na raz można grać drużyną max czteroosobową). Nie jest to najciekawsze, uważam że bohaterowie tej klasy mogli by sami sobie zmieniać kostur czy czapkę na lepszą. Loot jest wspólny.

DA:I zachwyca nie tylko zróżnicowanym i pięknie zaprojektowanym światem. Jakość gry poświadcza też częstotliwość z jaką z używam przycisku pomijania dialogów. Normalnie robię to dosyć często - przyznaję. Wolę kiedy fabuła opowiedziana jest czynem, a nie słowem. Tutaj łapałem się na tym, że przez godzinę głównie rozmawiałem z różnymi postaciami. Ich historie mają znaczny wpływ na działania Inkwizycji. Gracz czuje się jak szef dużej organizacji, ciągle wysyła szpiegów aby wykradli jakiś newralgiczny dokument, na nasze zlecenie dyplomacja owija sobie woków palca lokalnego księciunia, a wojsko jak to wojsko, też zawsze znajdzie sobie coś do roboty. Narady wojenne i przydziały zadań na wielkiej mapie świata są na tyle interesujące, że zdarza mi się w połowie dużego questa wracać do bazy i choć przez chwilę zajmować się prezesowaniem. Na szczęście system szybkich podróży jest bardzo wygodny.

Po ok. 30 godzinach gry namierzyłem w końcu lokację, w której będzie można zapolować na tytułowego smoka. Muszę poczynić szereg przygotowań - to nie Skyrim, czuję że walka będzie naprawdę ciężka. Tylko widoku z pierwszej perspektywy żal.

2015-01-15 07:41:56

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2015-01-30

Przesyłka z Dying Light odebrana. Zostało jeszcze kilka godzin do wyjścia z pracy - postanowiłem więc spróbować zakrzywić czas i napisać kilka zdań o Black Flag

2015-09-17

Prawda, że ładne krajobrazy można ustrzelić w Mad Maksie? Ma on sporo wspólnego z Driveclub

2013-09-24

Nie spodziewałem się, że będę cytował, a nawet podpisywał się pod tym co napiszą na Onecie, ale: "GTA V dla mnie nie jest przełomem, jakim ponad 3 lata temu była Red Dead Redemption, ma też parę wad, ale nie zmienia to faktu, że jest w tej chwili chyba najbardziej rozbudowaną grą na rynku"