Nie gram w Destiny, jestem piratem

Nie gram w Destiny, jestem piratem. Ostatni wpis, dotyczący tej kosmicznej strzelaniny, dokonany był gościnnie przez pszczyńskiego korespondenta o prawdopodobnie najkrótszej ksywie w polskim PSN. Mam nadzieję, że nie osiadł na laurach i będzie kontynuował dzieło.

Dwa tygodnie temu zastanawiałem się czy okres związany z oczekiwaniem na Dying Light (jest preorder, tak, były też nerwy) osłodzić sobie za pomocą Metro Redux czy raczej Assassin's Creed IV: Black Flag. Wyboru nie żałuję.

Serię AC znam głównie z części drugiej - jedynej, którą ukończyłem. Jednak ważniejsze dla mnie są konotacje ze stareńką, bo wydaną na C64 w 1987 roku, grą Sid Meier's Pirates! Kto grał ten pamięta, że na 8-bitowcu można było zrobić olbrzymi i wielowymiarowy sandboks morski. Twórcy z Ubisoftu musieli się również zagrywać w to prawie 30-letnie dzieło, w Black Flag mamy w zasadzie te same mechaniki. Plus walkę, parkour i kilka elementów właściwych dla serii.

Do świetnie znanych (również z innych seriali tej firmy) i doskonale ogranych klocków pt. walka w formacie "kontra - atak - kontra - atak", płoszenia jastrzębi w miejscach widokowych, wspinania się po "byleczym" oraz kitrania w krzakach doszły podróże morskie i bitwy żaglowców. Podobno jeżeli ktoś grał w jedną z sandboksowych gier Ubisoftu to tak jakby grał we wszystkie. Wartość dodana w czwartej odsłonie cyklu przysłania wszystkie wady: boleśnie liniowe misje skradankowe czy nierzadko absurdalne zachowanie protagonisty (chcesz wejść na słupek to na pewno za pierwszym razem nie wejdziesz, ale kiedy nie chcesz to postać wskoczy na niego od razu). Mamy za to epickie morskie boje, które toczymy z pomocą armat o zróżnicowanej amunicji, moździerzy, folgierzy, możemy rozsiewać miny, dokonywać abordażu. Zarządzamy własną flotą (czyli minimisje, które tak podobały mi się w Dragons Age), polujemy z harpunem na wielkie ryby i ssaki morskie, polujemy tradycyjnie na kilkanaście gatunków zwierzyny lądowej, penetrujemy zatopione wraki, unikamy sztormów, rozwiązujemy zagadki związane ze stelami Majów, zdobywamy forty. Jest co robić na morzu, a na lądzie klasycznie: skrzynki, listy i inne pierdoły.

Początkowo przeszkadzało mi, że na Morzu Karaibskim panuje spory tłok, oczekiwałem pustki i wytrwałego omiatania lunetą horyzontu w poszukiwaniu potencjalnego łupu. Pewnie taką wizję karaibskiego piractwa zachowałem z oglądanego w dzieciństwie filmu Polańskiego. Szczęśliwie na mapie są miejsca gdzie można się tak poczuć. Ślizgać się po falach ku zachodzącemu słońcu, gdy żagle łopoczą na wietrze, a załoga śpiewa szanty.

2015-01-22 09:11:50

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2016-02-02

Zawsze chciałem pojechać do NYC. W miniony weekend trafiła się okazja. W pakiecie podróżnym dostałem intrygującą zimową atmosferę opustoszałej metropolii oraz niezbyt pociągające mechaniki sieciowej strzelanki z widokiem z trzeciej perspektywy

2015-03-04

Od tygodnia zastanawiam się czy najnowsza odsłona Far Cry powinna nosić hańbiący numer 3

2015-05-26

Za nami pierwszy tydzień z Dzikim Gonem. Pogoda jak na zamówienie graczy - nic tylko siedzieć w domu i grać