Wzruszyłem ramionami na widok marcowej listy darmowych gier PS+, trzeba jednak przestrzegać podstawowej zasady gracza dojrzałego - najpierw granie, dopiero potem plucie i sarkanie

Wzruszyłem ramionami na widok marcowej listy darmowych gier PS+, trzeba jednak przestrzegać podstawowej zasady gracza dojrzałego - najpierw granie, dopiero potem plucie i sarkanie.

Na pierwszy ogień poszedł OlliOlli 2. Chcieli zrobić staroszkolny symulator deskorolki i chyba im wyszło - rozgrywka jest absurdalnie szybka, a grafika paskudna. Nie mam ADHD (choć chętnie bym jadł Adderall), więc nie szło mi za dobrze. Werdykt: max kwadrans.

Potem CounterSpy. Kiedyś nawet miałem kupić ten tytuł, po rozpoznaniu jestem pewien, że nie byłbym zawiedziony. Gra jest ślicznawa, proceduralne generowanie poziomów i celnie sparodiowany zimnowojenny klimat to dodatkowe atuty. Przyjemny maluszek, ale to tylko skradana platformówka i nic więcej. Werdykt: godzina i bardzo możliwe, że wrócę. Wydaje mi się, że jeszcze nigdy nie wróciłem pomimo licznych, podobnych do tej deklaracji.

Na samym szczycie podium stanęło Valiant Hearts. Pamiętam doskonale premierę tej gry kilka miesięcy temu. Nie zainteresowała mnie ani odrobinę. Mam za sobą kilka porób przechodzenia podobnych gierek. W pierwszej kolejności do głowy przychodzi mi Machinarium i Escape Plan. Gry estetyczne, ciężko się do czegoś przyczepić, poza tym, że traktują o niczym. Mam to gdzieś czy kulfony przejdą z jednej planszy do drugiej.

Valiant Hearts na każdym kroku podkreśla jak blisko stara się być tego co znamy z historii. Wydarzenia opisane w grze oparte są na luźno połączonych wspomnieniach, fragmentach pamiętników żołnierzy oraz wojennych faktach. Gra opowiada o Wojnie Światowej w podobny sposób jak robił by to nasz dziadek, siedząc na przydomowej ławce w słoneczne popołudnie i ze swadą przytaczający swoje przygody. To nic, że powtarza je po raz dwudziesty. Miałem szczęście słuchać mojego pradziadka, który barwnie opowiadał o wybuchu drugiej wojny, kampanii wrześniowej 1939 roku, tułaczce po stalagach rozsianych po całej Europie. O niewolniczej pracy i obozowych przyjaźniach z Belgami, Szwajcarami czy Francuzami. Wiedziałem, że mnie nie oszukuje - w szufladzie trzymał sfatygowany notatnik pełen adresów i spisanych "na gorąco" wspomnień. Co jakiś czas przychodziły do niego pocztówki z zachodniej Europy. Niestety nie zazębiłem się z żadnym z przodków, którzy brali udział w wydarzeniach wojennych z lat 1914-1918. Rolę pradziadka-bajarza od I Wojny Światowej spełniła dopiero gra Valiant Hearts.

Mechanicznie to nie jest wielkie wydarzenie, nikogo nie obrażę pisząc, że jest to po prostu ładnie narysowana gra przeglądarkowa. Połączenie niezbyt wymagającej przygodówki z elementami zręcznościowymi, okraszone niezbyt licznymi QTE. Ot, taka sobie współczesna gierka. Siła tego tytułu nie tkwi również w bohaterach, szablonowych everymanach tamtych czasów. Francuski farmer, jego niemiecki zięć, amerykański rambo i belgijska sanitariuszka. Do tego wszystkiego pies. Historie się zręcznie przeplatają, dla mnie ważniejsze było jednak to, że opierają się na prawdziwych zdarzeniach. Gra w dużym natężeniu, ale całkiem dyskretnie przemyca ciekawostki historyczne i gorzkie "fun facts" jakimi nie pogardziłby Sheldon Cooper. Na przykład statystyki bitwy pod Verdun - średnio co pół minuty ginął tam jeden żołnierz, co daje około 70 tysięcy ofiar miesięcznie. Bitwa zaś trwała 9 miesięcy...

Werdykt: 10 godzin i styka. Zakończenie jest wystarczająco piękne.

Bardzo podoba mi się droga po jakiej bieży Ubisoft. Najpierw cudny Valiant Hearts, a teraz Grow Home - oby szybko zawitało na PS4.

2015-03-10 07:13:57

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2013-09-23

To, że ostatnio milczę, nie oznacza, że na poważnie zająłem się karierą zawodową

2015-12-01

Demonstracja siły w Sanktuarium. Nie bez okazji, na cześć Nikołaja Iwanowicza Łobaczewskiego - twórcy geometrii nieeuklidesowej - który obchodził by dziś 223

2016-03-30

Stałem się hazardzistą. Nadmienię, że w życiu pozagrowym nie ekscytują mnie zakłady sportowe, ruletki, jednoręcy bandyci czy całonocne rżnięcie w pokera