Ukończyłem AC:Unity

Ukończyłem AC:Unity. Ostatniej misji nie towarzyszyły jakiekolwiek emocje. Ani radości, ani ulgi, ani żalu, że to już koniec.

Radości brak, bo to przyzwoita gra, z którą spędziłem całkiem przyjemne dwadzieścia kilka godzin. Ulgi nie było, bo liczne minusy nie zdołały przysłonić mi plusów. Żal, że już koniec? Jaki tam koniec, w Paryżu zostało do zrobienia jeszcze bardzo wiele rzeczy i nie są to misje typu przebiegnij szybko po dachu albo znajdź i zneutralizuj kuriera. Mam na myśli zagadki Nostradamusa, śledztwa oraz duży fabularny DLC czyli Dead Kings.

Tylko czy ja mam na to wszystko siłę? Niby można grać, ale każda sekunda zabawy zepsuta będzie odbiciem mojej twarzy w telewizorze. Zaciśnięte zęby, zmarszczone czoło, wiadomo - nie tak łatwo wyrzucić z pamięci metascore równy 70 i co gorsze userscore na poziomie 4,7 punktu. Mimo wszystko będę bronił tezy, że jest to najlepszy z miejskich assasynów. Gra, której zabrakło jednego kwartału na dopracowanie kilku niuansów. Być może problem był po stronie zbyt restrykcyjnych filtrów antyspamowych - raporty pisane przez testerów nie docierały do skrzynek pocztowych osób decyzyjnych. Mimo to sprzedali 10 milionów, wynik nieprzyzwoicie dobry. Do zobaczenia w Londynie.

2015-04-14 07:08:40

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2015-08-27

Aktualnie po raz drugi czytam, a właściwie słucham, Gron Gniewu Johna Steinbecka - najważniejszej z powieści napisanych przez mojego ulubionego pisarza

2017-06-12

Absolutnie wolna niedziela. Od wszystkiego. Myślisz, że ograsz co to nierozpoczęte, przeczytasz niedoczytane i tak dalej

2016-07-19

Moja wielka włosko-szkocko-madagaskarska przygoda zakończyła się w piętnaście godzin po rozpoczęciu