Żyję

Żyję. Po prostu ostatnio grałem w milczeniu. Wciąż jednak chcę się dzielić przemyśleniami na ten temat.

Never Alone, darmowy tytuł z kwietniowego PS+ to dla mnie indyk wzorcowy. Najważniejsza była idea - propagowanie kulturowego dziedzictwa Inupiaq - plemienia zamieszkującego Alaskę. Prosta i dość krótka platformówka została wzbogacona o kilkadziesiąt krótkich filmów - świadectw, wspomnień i ciekawostek związanych z życiem Innuitów. W bardzo niewielu grach motywacja do odszukania wszystkich znajdziek była wzmocniona czymś więcej niż pragnieniem usłyszenia dźwięku zdobywanego pucharka. W Never Alone musiałem obejrzeć wszystkie dokumenty, były po prostu ciekawe. Krótkie opowieści o wierzeniach, codziennym życiu, o wpływie zachodniej cywilizacji na życie Indian.

Sklecona w Unity gra posiada bardzo przyjemną grafikę, animacje również stoją na przyzwoitym poziomie. Lisek zgrabnie przebiera nóżkami podczas wspinaczki, jak zawieje wichura to na całego - zimno robi się również na kanapie przed TV. Jednak technicznie gra jest w kilku miejscach bardzo niedoskonała, irytuje rozkład checkpointów, brak niektórych przejść pomiędzy różnymi fazami animacji, niedoskonała konstrukcja koliderów, które nie zawsze w 100% odpowiadają obiektom widocznym na ekranie. Drobiazgi, ale psują wrażenie doskonałości.

Jednak dzisiaj, dobry miesiąc po ukończeniu Never Alone, w ogóle nie pamiętam o mankamentach. W głowie została mi ciekawa przygoda, obcowanie z klasyczną legendą będącą filarem obcej kultury. Gra bardzo skutecznie wytworzyła szacunek dla niej.

2015-05-11 07:18:29

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2015-10-26

Dlaczego tak długo zwlekałem z zagraniem w Serce z Kamienia? Przecież jako zapalony geraltofil powinienem to zrobić już dawno

2016-01-07

Mija dwudziesty dzień od chwili kiedy zapowiedziałem początek mojej przygody w Metal Gear Solid V: The Phantom Pain

2013-07-20

Ostatnią kwartę urlopu spędziłem przy konsoli. Głodny sandboksa wpadłem po uszy